Czego uczy Karate?

Karate to sztuka walki dla wytrwałych. Jednak, dzięki długiemu okresowi nauki, ten który decyduje się na drogę pustej dłoni, ma szansę dowiedzieć się, co to jest walka bez złamanych nosów i obitych nerek. Karate to możliwość uzmysłowienia sobie jak wygląda świat walki i podjęcia decyzji, czy zostajemy w nim czy nie.

Aby być dobrze wyszkolonym adeptem karate potrzeba wielu lat ciężkiej pracy, ale nawet wtedy świat realnej walki ulicznej diametralnie różni się od pojedynków w dojo. Czasami, mając nawet duży staż jako karateka i posiadając czarny pas, dostaje się niezłe „wciry” od ulicznego zabijaki. Przyzwyczajonego do częstych bójek bez zasad i do bólu jakie zadają pięści nie chronione rękawicami. Na szczęście karate cały czas rozwija się, a nauczyciele i mistrzowie widząc ludzi, którzy odchodzą im z klubów do dyscyplin bardziej skutecznych i dającym szybsze rezultaty, modyfikują tą piękną sztukę walki, dostosowując ją do obecnych czasów, na szczęście jednak, nie wypaczają jej ducha.

Trzeba pamiętać, że karate ma inny cel niż szybka nauka lania kogoś po gębie. Pierwotnie Gichin Funakoschi, twórca współczesnego karate, absolutnie nie zgadzał się na usportowienie karate. Miała to być elitarna sztuka walki, dostępna dla tych, którzy chcieli doskonalić swoją duszę i ciało. Dzisiaj, wszyscy śmieją się z tych szczytnych zasad, każąc karate ścigać się z MMA czy boksem tajskim lub innymi systemami walki. Należy pamiętać, że karate to nie tylko sztuka walki, ale także mistyka, mająca mieć wpływ na nasze wnętrze.

Systematyczne zaangażowanie w treningi tej sztuki walki oprócz oczywistego wzmocnienia tężyzny fizycznej, uczy wytrwałości i powtarzalności oraz oswaja z intensywnym wysiłkiem, którego coraz mniej w codziennym życiu. Po za tym utwierdza w tym, że życie to także ciężka harówka, czasami prawie ponad siły. Karate, jako sztuka walki, nastawiona na długi okres czasu, nigdzie się nie spieszy. Adeptów powoli wdraża się do wysiłku i jeszcze wolniej do techniki, którą cyzeluje się setkami powtórzeń. Ludzi nie wrzuca się na głęboką wodę, łamiąc im karki, tylko powoli oswaja z wysiłkiem i bólem. Bo karate to także ból, kłykci na których wykonuje się pompki, czy przedramion i podudzi, gdy dochodzi do ćwiczeń z partnerem. W karate wszystko dzieje się tak jak trzeba, także ból i ciężka praca.

Sztuka walki zwana karate to powolne zdobywanie stopni, najpierw uczniowskich, a potem mistrzowskich. Wszystko dzieje się więc etapami, zaś adepci wspinają się po drabinie umiejętności szczebel po szczeblu Zasada ta przyzwyczaja uprawiających karate, do tego, że cele osiąga się etapami i że jedno wynika z drugiego.

Setki godzin, kiedy przepycha i obija się z partnerem, kumite, a w końcu jiyu kumite, przyzwyczajają do obecności przeciwnika i czucia jego ciała. Adept dowiaduje się jak to jest kiedy ktoś trzaśnie w piszczel, albo „przyfasonuje” w piersiowy wielki. Dociera do niego , że przeciwnik to też człowiek (szczególnie kiedy to on trzyma się za piszczel). Jednym słowem dzieje się coś, co nazywa się pewnością siebie. Trenujący zaczyna wyżej nosić głowę i wierzyć we własne siły. Jeśli uprawia karate kilka lat, wszystkim te odczucia się potęgują, a on nie musimy już niczego sobie udowadniać, trzymając dystans do siebie i bez strachu patrząc na świat.